Strona wykorzystuje pliki cookies, jeśli wyrażasz zgodę na używanie cookies, zostaną one zapisane w pamięci twojej przeglądarki. W przypadku nie wyrażenia zgody nie jesteśmy w stanie zagwarantować pełnej funkcjonalności strony!
Dzisiaj jest: 20 Sierpień 2017        Imieniny obchodzą: Sabina, Sobiesław, Bernard

Aktualności

 Wywiad z malarką Anną Tupik-Lewińską
której wystawa prezentowana jest w bibliotece w Jerzmanowicach
do końca sierpnia 2017
Rozmawiała Katarzyna Biela

 Artykuł ukazał się w Nr 44 i 45 NATANAELA

 

Anna Tupik-Lewińska - malarka tak aktywna i wszechstronna, że jej segregator z materiałami dotyczącymi tegorocznych wystaw już zaczyna pękać w szwach. Ukończyła architekturę, studia pedagogiczne oraz malarstwo na ASP. Jest członkinią licznych grup m. in. International Association of Art UNESCO i Związku Polskich Artystów Plastyków. Tworzy w pracowni przy Bielanach, chętnie dzieli się ciekawymi opowieściami, zaraża uśmiechem i pogodą ducha. Swoje obrazy prezentuje nam m. in. na wystawie, którą do końca sierpnia możemy oglądać w bibliotece w Jerzmanowicach, a na łamach „Natanaela” opowiada o motywach religijnych w swojej twórczości, inspiracjach i odbiorze sztuki.

Dlaczego zdecydowała się Pani zrobić u nas wystawę?

W takiej dziurze, prawda? (śmiech) Oczywiście, że bardziej prestiżowym miejscem jest np. Pałac Sztuki, Pryzmat czy inna duża galeria, ale obrazy daję też do okolicznych miejscowości. Uważam, że wystawa artysty jest większym przeżyciem dla mieszkańców Alwernii, Wieliczki… niż np. Krakowa, gdzie takich wystaw otwiera się codziennie po kilka. Sama zresztą mieszkam na wsi i jest mi tu bardzo dobrze. W Waszym przypadku pomyślałam: „Jerzmanowice! Pewnie moi uczniowie pooglądają, może jakiś znajomy ksiądz przyjedzie.” Nie dyskredytuję mniejszych miejscowości.

Skąd w Pani malarstwie biorą się motywy religijne?

Uważam, że obraz powinien coś przekazywać. Łatwo jest pójść na łąkę i namalować pejzaż. Malarstwo nie powinno być wiernym odzwierciedleniem rzeczywistości, bo tę funkcję przejęła fotografia. Mnie zawsze intrygowało jak poprzez obraz przekazać również treść, stąd w mojej twórczości metafora, gdzie staram się podzielić z widzem moimi dylematami życiowymi, tym co mnie nurtuje. Są malarze, którzy w ogóle nie dają tytułów, ja daję, ponieważ chcę, by widz zobaczył to, co chciałam przekazać. Dzięki tytułowi ludzie zaczynają się dopatrywać… choć i tak każdy widzi coś innego. W zeszłym roku w czasopiśmie „Kraków” ukazał się artykuł o moim obrazie i autor zobaczył dużo więcej, niż ja malując starałam się przekazać! …i to był wspaniały, bardzo trafny odbiór mojej pracy. Motywy religijne towarzyszyły mojemu wychowaniu od dziecka. W mojej twórczości jest zatem Chrystus ukrzyżowany, Święta Rodzina czy Pan Bóg. Na jednym z obrazów namalowałam Boga z jedną połową twarzy kobiecej a drugą mężczyzny.

Czyli spośród tych dwóch sposobów: odwzorowania i metafory woli Pani ten drugi?

Zdecydowanie wolę metaforę, która sprawia mi więcej trudności przy pracy, ale daje też więcej satysfakcji. Lubię także stosować w nich dodatkowo tkaninę, która pozwala na uzyskanie specyficznego, przestrzennego charakteru.

Skąd czerpie Pani inspirację?

Ach, to jest właśnie twórczość! Coś się długo maluje, obraz się zmienia, aż człowiek dochodzi do momentu, kiedy stwierdza, że praca ma wyglądać tak, a nie inaczej i to już jest koniec. To jest podświadomość, coś właśnie w ten sposób ma wyglądać. Malarstwo jest pracą w samotności, jest zdecydowanie subiektywne. To wszystko wychodzi z człowieka i to jest jego działalność i twórczość. Tematy "leżą na drodze"  trzeba tylko dojrzeć... zinterpretować, uruchomić swoją podświadomość, własne subiektywne widzenie i malować zmagając się z danym wybranym tematem.

W jakich okolicznościach pojawił się w Pani dorobku obraz pt. „Spór o eutanazję”?

Mój kolega, ks. Jan Dziedzic, poprosił mnie, żebym zrobiła okładkę do jego książki. Wymyślił, żeby to były ręce, które rozrywają gruby sznur, a na środku zostaje na jednej niteczce odchodzące życie. Bardzo się namęczyłam nad tymi rękami. Oglądałam ręce Michała Anioła, córka kuzynki mi pozowała. W końcu udało się je w miarę porządnie narysować. Potem okazało się, że na formacie A5 muszą być: ręka, rozrywający się  sznur, ręka druga… i robi się z tego motyw wąskiego paska. W tym momencie stwierdziłam, że okładka nie może tak wyglądać, bo ona musi brać za serce i przemawiać również kolorem. Namalowałam więc tło i na nie przykleiłam sznur, który rozerwałam, by pozostała cienka niteczka na środku. Później zrobiłam z tego zdjęcie. To wyszło bardzo dobrze.

Zrobiłam jeszcze parę innych okładek do książek znajomych, między innymi do zbioru wierszy mojej koleżanki Basi Brandys. Z wierszem tym wiąże się ciekawa historia z życia Barbary. Jechała do pracy rano autobusem i w pewnym momencie podszedł do niej pan, w średnim wieku, przystojny, porządnie ubrany i powiedział „Pani teraz wysiada.” Ona popatrzyła przez okno i odpowiedziała, że jeszcze nie. Mężczyzna nalegał: „Ale Pani musi teraz wysiąść!” I ona jakoś tak… wysiadła. Chwilę później ten autobus miał wypadek. Ludzie zginęli. Ona uważa, że ten mężczyzna to był anioł, który ją uratował. Dziewczyna, która siedziała obok, zginęła. Basia napisała o tym wiersz, a ponieważ odbywał się wtedy konkurs na poezję i malarstwo, namalowałam do tego wiersza obraz, za który otrzymałam nagrodę.

Lubi Pani malować anioły?

Czasem tak wychodzi, że je maluję. Kiedyś odbywał się plener i ten, kto go organizował, zażyczył sobie obrazy o tematyce anielskiej, stąd pojawiły się np. anioł siedzący na łące i aniołki, które okupują bukiet róż. Mam też Anioła Bieszczadzkiego i całego w kwiatach namalowanego w Bingen u córki. Jest też praca Anioły czuwają nad nami, którą bardzo lubię. Jest więcej aniołów, lubię ten temat.

 A nie obawia się Pani, że poruszanie tematów religijnych w twórczości może ograniczyć grono odbiorców, że np. osoby niewierzące nie będą chciały oglądać Pani obrazów?

Nie. Nie dzielę ludzi na wierzących i niewierzących. Dla mnie każdy człowiek jest taki sam, a kwestia wiary to jego prywatna sprawa, w związku z tym absolutnie nie. Kiedyś byłam na wycieczce w Jerozolimie i tam kawałek grobu Chrystusa należy do prawosławnych, drugi kawałek do innych ludzi, trzeci do jeszcze innych. Muzułmanie także uznają Chrystusa. Co prawda za proroka, ale uznają Go. Taka wiara, czy inna, nad wszystkimi ludźmi czuwa jeden Bóg. Odbiorcami są ludzie którzy kochają sztukę …i nic więcej.

 W jaki sposób odbiera się sztukę: racjonalnie, czy emocjonalnie?

Ja uważam, że przede wszystkim wizualnie i emocjonalnie. Chociaż ze sztuką to jest ciężka sprawa. Kiedyś pojechałam do Nowego Jorku. Mieszkałam koło Central Parku w okolicach Muzeum Guggenheima. Po zwiedzeniu tego muzeum byłam bardzo zawiedziona. Wisiało tam na przykład duże płótno, a na nim namalowana była tylko kropeczka. Ale na dole była stała ekspozycja impresjonistów francuskich...prawdziwa uczta dla oczu i ducha, w każdym razie dla mnie. Sztuka współczesna nie zawsze do mnie przamawia.

 Bierze Pani udział w cyklu wystaw organizowanych przez Centrum Art.-Plus…

Centrum Art.-Plus zajmuje się promocja sztuki. Rozpoczynało działalność wystawami przedstawiającymi kobietę, jej piękno i wszystko co się z tym wiąże, stąd preferowana była i jest figuratywność. Abstrakcje w ogóle nie są przyjmowane. Taki przyjęto profil wystawienniczy. Organizowane są  wystawy w miejscach gdzie jest największa oglądalność. Dzięki tej instytucji znalazła się wystawa moich prac w Jerzmanowicach.

 Czy uważa Pani, że w dzisiejszych czasach sztuka jest dla ludzi ważna w życiu codziennym?

Sztuka, zawsze była dla tych wybrańców, którzy ją widzą – czują i jej potrzebują. Sztuka to nie tylko obraz na ścianie, ale patera z owocami na stole, flakon z kwiatami…czy to, w co się ubierzemy. Wszystko co nas otacza, w mniejszym lub większym stopniu jest sztuką.

Kiedyś mieszkałam na Czarnym Południu w Kolumbii. Gdy tam się wynajmuje mieszkanie, to co prawda dostaje się szafy, a kuchnia i łazienka są wyposażone, ale nic poza tym nie ma. W związku z tym poszłam na spacer, urwałam parę zielonych gałązek, obcięłam butelki po wodzie mineralnej, zrobiłam z nich flakony i już miałam piękną zieleń w całym domu. Zaraz sobie coś jeszcze namalowałam, poprzypinałam na ścianie i już miałam udekorowane wnętrze.

Ale równie dobrze, jeśli ktoś nie maluje, to może sobie powiesić reprodukcje. Czasem wchodzę do kogoś i nie ma nic, puste, gołe ściany, czyli ci ludzie nie potrzebują sztuki. Są ci, którzy potrzebują i ci, którzy nie potrzebują. Sztuka jest właściwie wszędzie. Kupujemy czajnik, czyli formę przemysłową zaprojektowaną przez artystę, absolwenta ASP, i to może być przykład pięknej sztuki użytkowej. Kupujemy bluzkę i też zazwyczaj zwracamy uwagę na wzór. Żyjemy zatem non stop ze sztuką, ale od nas zależy, czy wybierzemy kicz, czy sztukę wyższych lotów…i tutaj jest miejsce na edukację.

 Czy chciałaby Pani przekazać coś młodym artystom z naszej miejscowości?

Non stop w życiu mamy różne dylematy – od urodzenia aż do śmierci. Trzeba malować, rzeźbić, pisać wiersze…znaleźć sobie taką dziedzinę sztuki, która nam odpowiada, która nam przynosi satysfakcję dobrze wykonanego dzieła i to będzie dla nas wspaniałą psychoterapią. Pozwoli nam otrząsnąć się ze złych emocji i iść dalej prostą drogą przez życie.

Poza tym sztuka bardzo odmładza. Jeżdżę na plenery z ludźmi, którzy mają 80 lat lub więcej. Oni są pogodni i myślę, że to jest związane z twórczością, z tym, że malują, prowadzą inny tryb życia. Jedna z moich koleżanek, choć nie jest w podeszłym wieku, jest bardzo schorowana. Ona niedawno przyszła na wernisaż w srebrnych spodniach. To znaczy, że jest młoda duchem.

Co jeszcze powiedzieć młodym? Pamiętam, jak kiedyś zapytałam pewnego profesora z ASP, co powinnam robić, a on odpowiedział: „Nic.  Maluj, maluj!” Dlatego trzeba tworzyć, nie zrażać się. Ile jest osób, szczególnie dziewczyn, które kończą ASP, wychodzą za mąż, rodzą dzieci i nic już nie malują. Dla mnie to jest tragiczne. Ale pewnie w ich życiu przyjdzie taki okres, kiedy do tego wrócą, bo przyjdzie taka potrzeba. To bardzo uspokaja, wprowadza w dobry nastrój. Poprzez twórczość przezwyciężamy problemy, które nas spotykają w życiu, a nawet w okresach, gdy wszystko jest pięknie i ładnie zazwyczaj coś musi się przydarzyć złego…wtedy zanurz się w „sztukę” i to na pewno pomoże.

 Bardzo dziękuję za rozmowę.

Polecamy stronę internetową Pani Anny Tupik-Lewińskiej: lewinska.art.pl/


di.jpg
dk.jpg
2011 Wywiad z malarką Anną Tupik-Lewińskią .
Powered by Joomla 1.7 Templates